niedziela, 12 lutego 2012

42. Przepowiednia


Wstałem z łóżka i poszedłem za Jabolem. Próbowałem powoli ogarnąć ten sen, lecz jakoś nie mogłem nic zrozumieć. Zbyt wiele osób, zbyt wiele sytuacji i nie było Kiełbasy. Przy wyjściu z budynku czekał na nas Said.

- Witajcie zacni goście – powiedział, kłaniając się. – Guru już czeka na ciebie zbawco. Na pana Jabola czekają też już nasi technolodzy.
- Technolodzy? – zapytałem zdziwiony. Rozumiem dilerzy, przestępcy czy coś w ten deseń.
- No, bo nie wiesz wszystkiego. Miałem ci powiedzieć, ale położyłeś się i zasnąłeś. To ci później opowiem. Jak wrócisz od Guru.
- To za mną proszę. – powiedział Said i udał się w kierunku budynku znajdującego się po lewej stronie placu. Ruszyłem za nim, szedł jednak tak szybko, że ledwo nadążałem.
            W końcu weszliśmy do środka. Said szybko skręcił w prawo wzdłuż długiego korytarza i szliśmy tak aż do ostatniego pokoju. Otworzył mi drzwi, ukłonił się i ręką wskazał, że mam tam wejść. Kiedy to zrobiłem zamknął za mną drzwi. Znalazłem się w niemal identycznym pokoju, jak ten w naszej kwaterze z ołtarzykiem. Na środku poduchy i fajka wodna. Przy północnej ścianie jakaś półka, lecz to raczej nie ołtarzyk. Guru stał właśnie przy niej. Odwrócił się do mnie i wskazał na poduszki, kiedy usłyszał jak drzwi się zamykają. Chyba chciał, żebym usiadł tam. Tak też zrobiłem. W sumie mało rozmowni są ci arabowie.
- Siema – powiedziałem, kiedy już wygodnie się usadowiłem na poduszce. -  Co tam?
- Witaj zbawco – odpowiedział bardzo powoli, niemal jak jakiś flegmatyk. – Pozwól, że usiądę naprzeciwko. – ukłonił się i czekał na moją odpowiedź. Chwilę to trwało, bo nie będę ukrywał, zamurowało mnie.
- Siadaj, siadaj. Jesteś u siebie przecież.
- Wiem, ale nie wiem natomiast czy jestem godzien siedzieć, przy tak znamienitej osobowości.
- Dobra, dobra. Nie przesadzaj już…
- Tak, więc przysłał was Patryk, aby przepowiednia się wypełniła.
- Patryk?
- Wasz Guru.
- No tak, nieco zaskoczył mnie tym. Zaraz, zaraz. Jaka przepowiednia?
- Nie powiedział wam nic? W sumie nie dziwię się. Wiesz, my tutaj wierzymy w Al-Kielbasad od niemal zawsze. Wieki temu nasi przodkowie dostali przepowiednie. Działo się to jeszcze na terenach naszych rdzennych. Na ogromnych połaciach pustynnych. Abdul Dżabbar I, którego imię znaczy sługa potężnego, podczas jednej z wielu medytacji obdarzony został przepowiednią zwiastującą przyjście zbawcy. Zacytować?
- No dawaj.
-„Za wieków kilkaset, w kraju odległym od naszych rodzin;
pojawi sie człowiek, którego czyny będą wkrótce potem sławne;
pokona zło w wielkiej walce o kraj jego ziomków, a nie przodków;
nie wiedzieć będzie tego, że jego korzenie z piasku wyrastają;
przewodzić będzie wielką sprzymierzoną w wierze grupą;
wielki guru ludzi tych wyśle go do nas, aby ten spełnił odwieczny obrządek;
pokona guru naszego i przejmie władzę nad ludem Al-Kielbasad;
tylko wtedy będzie na tyle silny, aby wygrać ze złem czającym się za rogiem;
modlitwy jego ludu i naszego zjednoczone w wielkiej sile;
zniszczą zło czyhające i na zawsze z tego świata je wypędzi;
- Ładny wierszy…
- To nie wiersz, gburze. Jeśli jesteś zbawcą, to za dwie noce pokonasz mnie w tajemnej jaskini…
- Z nikim nie będę…
- Nie przerywaj mi! – wrzasnął i wstał z poduszek. – Takie jest przeznaczenie i spełnić się musi. Całe życie szykowałem się do tego pojedynku i w końcu się doczekałem. Do zobaczenia wtedy. Przyjdziesz tu to Said cię zaprowadzi na miejsce. Teraz wyjdź, muszę studiować dalej nasze nauki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz