Wstałem
z łóżka i poszedłem za Jabolem. Próbowałem powoli ogarnąć ten sen, lecz jakoś
nie mogłem nic zrozumieć. Zbyt wiele osób, zbyt wiele sytuacji i nie było
Kiełbasy. Przy wyjściu z budynku czekał na nas Said.
-
Witajcie zacni goście – powiedział, kłaniając się. – Guru już czeka na ciebie
zbawco. Na pana Jabola czekają też już nasi technolodzy.
-
Technolodzy? – zapytałem zdziwiony. Rozumiem dilerzy, przestępcy czy coś w ten
deseń.
-
No, bo nie wiesz wszystkiego. Miałem ci powiedzieć, ale położyłeś się i
zasnąłeś. To ci później opowiem. Jak wrócisz od Guru.
-
To za mną proszę. – powiedział Said i udał się w kierunku budynku znajdującego
się po lewej stronie placu. Ruszyłem za nim, szedł jednak tak szybko, że ledwo
nadążałem.
W końcu weszliśmy do środka. Said
szybko skręcił w prawo wzdłuż długiego korytarza i szliśmy tak aż do ostatniego
pokoju. Otworzył mi drzwi, ukłonił się i ręką wskazał, że mam tam wejść. Kiedy
to zrobiłem zamknął za mną drzwi. Znalazłem się w niemal identycznym pokoju,
jak ten w naszej kwaterze z ołtarzykiem. Na środku poduchy i fajka wodna. Przy
północnej ścianie jakaś półka, lecz to raczej nie ołtarzyk. Guru stał właśnie
przy niej. Odwrócił się do mnie i wskazał na poduszki, kiedy usłyszał jak drzwi
się zamykają. Chyba chciał, żebym usiadł tam. Tak też zrobiłem. W sumie mało
rozmowni są ci arabowie.
-
Siema – powiedziałem, kiedy już wygodnie się usadowiłem na poduszce. - Co tam?
-
Witaj zbawco – odpowiedział bardzo powoli, niemal jak jakiś flegmatyk. –
Pozwól, że usiądę naprzeciwko. – ukłonił się i czekał na moją odpowiedź. Chwilę
to trwało, bo nie będę ukrywał, zamurowało mnie.
-
Siadaj, siadaj. Jesteś u siebie przecież.
-
Wiem, ale nie wiem natomiast czy jestem godzien siedzieć, przy tak znamienitej
osobowości.
-
Dobra, dobra. Nie przesadzaj już…
-
Tak, więc przysłał was Patryk, aby przepowiednia się wypełniła.
-
Patryk?
-
Wasz Guru.
-
No tak, nieco zaskoczył mnie tym. Zaraz, zaraz. Jaka przepowiednia?
-
Nie powiedział wam nic? W sumie nie dziwię się. Wiesz, my tutaj wierzymy w Al-Kielbasad
od niemal zawsze. Wieki temu nasi przodkowie dostali przepowiednie. Działo się to
jeszcze na terenach naszych rdzennych. Na ogromnych połaciach pustynnych. Abdul Dżabbar I, którego imię znaczy sługa
potężnego, podczas jednej z wielu medytacji obdarzony został przepowiednią
zwiastującą przyjście zbawcy. Zacytować?
- No dawaj.
-„Za wieków kilkaset, w kraju odległym od naszych
rodzin;
pojawi sie człowiek, którego czyny będą wkrótce
potem sławne;
pokona zło w wielkiej walce o kraj jego ziomków, a
nie przodków;
nie wiedzieć będzie tego, że jego korzenie z piasku
wyrastają;
przewodzić będzie wielką sprzymierzoną w wierze
grupą;
wielki guru ludzi tych wyśle go do nas, aby ten
spełnił odwieczny obrządek;
pokona guru naszego i przejmie władzę nad ludem
Al-Kielbasad;
tylko wtedy będzie na tyle silny, aby wygrać ze
złem czającym się za rogiem;
modlitwy jego ludu i naszego zjednoczone w wielkiej
sile;
zniszczą zło czyhające i na zawsze z tego świata je
wypędzi;
- Ładny wierszy…
- To nie wiersz, gburze. Jeśli jesteś zbawcą, to za
dwie noce pokonasz mnie w tajemnej jaskini…
- Z nikim nie będę…
- Nie przerywaj mi! – wrzasnął i wstał z poduszek.
– Takie jest przeznaczenie i spełnić się musi. Całe życie szykowałem się do
tego pojedynku i w końcu się doczekałem. Do zobaczenia wtedy. Przyjdziesz tu to
Said cię zaprowadzi na miejsce. Teraz wyjdź, muszę studiować dalej nasze nauki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz