wtorek, 1 maja 2012

64. Kompleks wojskowo-naukowy?


            Jechaliśmy wśród lasu jeszcze ponad godzinę. Co jakiś czas patrzyłem stronę Vladimira, na którego twarzy malowała się mina, jakby czymś się przejmował. Niewiele czasu go znałem, ale z tego co pamiętam, to jedyne oprócz obojętności na twarzy co mu się pojawiało było wyrazem gniewu. Nie będę ukrywał, że ja tez byłem nieco przejęty tym co się działo. Wszystko nagle zaczęło się walić i gmatwać, a teraz miałem się przekonać o co tak naprawdę tu chodzi. Wcześniej miałem jasność co do sytuacji, ostatnio jednak to się zmieniło.

- To może powiesz gdzie jedziemy? – zapytałem.
- Dobrze wiesz gdzie…
- Ale co tam będzie?
- Zobaczysz…
            Nie drążyłem dalej tematu, bo widziałem, że to i tak nie ma sensu. Czekałem cierpliwie aż znajdziemy się na miejscu. Chciałem nieco przyśpieszyć czas, poprzez zdrzemnięcie się, ale co zamknąłem oczy to Vladimir, mnie wybudzał. Nie chciał, żebym zasnął i nawet nie wyjaśnił dlaczego.
            Po kilkunastu minutach dotarliśmy na miejsce. Podjechaliśmy pod szlaban. Vladimir wyjął swoją plakietkę i przyłożył do jakiegoś słupa. Chwile przy nim przytrzymał i szlaban uniósł się w górę. Obiekt do którego wjechaliśmy wydawał się bardzo dobrze strzeżony. Otaczał go wysoki mur z drutem kolczastym na górze. Przy wjeździe nie było jednak ani jednego strażnika.
            Skręciliśmy w prawo i jechaliśmy dalej między jakimiś budynkami. Co rusz mijaliśmy uzbrojonych żołnierzy patrolujących teren. Było już ciemno i nie mogłem się im przyjrzeć. Nikt nas nie zatrzymywał i jechaliśmy bez przystanków. Co to za miejsce? Tyle wojska, ufortyfikowany ośrodek, my w przebraniu naukowców i fura z USA. Nie potrafię tego połączyć w spójną całość. Pozostaje mi jedynie czekać na to co się stanie.
- Dobra, wyłaź – powiedział Vladimir kiedy dojechaliśmy na parking. – Chodź za mną i nic nie mów, póki nie powiem. Zrozumiał?
- Ta.
            Wyszliśmy z samochodu i udaliśmy się w stronę najbliższego budynku. Był ogromny, nawet biorą pod uwagę wielkość tego całego kompleksu, po którym krążyliśmy z piętnaście minut nim znaleźliśmy się tutaj. Weszliśmy do środka i udaliśmy się korytarzem w prawo. Co chwila mijaliśmy ludzi ubranych podobnie do nas. Każdy z nich przechodząc obok witał się z nami po angielsku. Raz mówili „good morning" raz „hi” czy „hello”. Coś mi tu nie gra, nikt nawet nas nie zatrzymał i nie zapytał kim jesteśmy. Szło gładko, a przecież byliśmy tutaj intruzami. W końcu znaleźliśmy się na miejscu.
- Jesteśmy, zamknij drzwi.
            Tak też zrobiłem, po czym rozejrzałem się po pomieszczeniu, w którym się znaleźliśmy. Było bardzo długie, na oko jakieś dwieście metrów. Ściana przed nami była wielkim oknem, za którym znajdowało się jakieś osiedle. Białe, niedawno wyremontowane lub zbudowane domki. Pośród nich przechadzali się ludzie, chyba nawet nie wiedzieli, że są obserwowani. Kiedy podszedłem bliżej, zauważyłem, że to osiedle jest otoczone murem.
- Co to? – zapytałem zdziwiony.
- Chodź tu, sabaka! – krzyknął Vladimir, który stał po drugiej stronie pokoju, przy jakimś komputerze. Kiedy podszedłem bliżej kontynuował. – To komputer z danymi z badań tych psubratów! Poczytaj, a się dowiesz co z tymi czałowiekami się djęłało.
            Usiadłem na krześle i zagłębiłem się w lekturze, a Vladimir stanął przy drzwiach na czatach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz